RSS

Archiwum autora: Espressyjna

Informacje o Espressyjna

Na co dzień studiuję dziennikarstwo, jednak swojej przyszłości nie wiążę z tym zawodem, mimo że dość dobrze odnajduję się w pisaniu. Wolę jednak dzielić się z Wami niezobowiązującymi tekstami, w których będę mogła przedstawić swoje opinie na tematy kosmetyczne, coś zrecenzować, podzielić się fajnym przepisem. Moje trzy największe, życiowe pasje to jazda konna, fantastyka i tworzenie. Chwilowo jestem 'tylko' ;) wizażystką, jednak docelowo chciałbym nauczyć się sztuki charakteryzacji, żeby móc przenieść chociaż część świata fantastycznego do naszej rzeczywistości. Do tego dużo czytam, piszę i rysuję - głównie trzymając się przy tym wszystkim właśnie klimatów fantasy. ;) Do tego wszystkiego jestem totalnie uzależniona od gier komputerowych, mój ukochany gatunek to cRPG, ale nie pogardzę też RTSami, strategiami turowymi, hack'n'slashami, grami typu MOBA... Oczywiście najlepiej w klimatach fantastycznych, ale nie tylko. :)

ABC koloryzacji włosów

Na wstępie chce zaznaczyć, że nie jestem żadnym ekspertem w „dziedzinie włosów” i wszystko, co Wam przedstawię w tym poście to moje spostrzeżenia, lub wiedza zdobyta od osób dużo lepiej zorientowanych w temacie ode mnie ;).

Farbowanie włosów w domu ma – z mojego punktu widzenia – mniej więcej tyle samo zalet, co wad. Do fryzjera zazwyczaj wybieramy się wtedy, kiedy mamy krótką fryzurę i potrzebujemy często ją odświeżać, żeby zachowała swój kształt i włosy chciały się układać; wtedy przy okazji można włosy pofarbować i mieć spokój na najbliższe półtora miesiąca. Sprawy przedstawiają się inaczej, jeśli mamy długie włosy i nie nosimy jakiejś konkretnej fryzury. Wtedy koszta koloryzacji znacząco rosną, a okazjonalne podcięcie końcówek… cóż, jeśli zajdzie taka potrzeba, zawsze gdzieś znajdzie się salon, w którym będziemy mogły to zrobić. Zatem który wariant farbowania włosów jest lepszy – w domu, czy w salonie? Po rozpatrzeniu obu opcji i zastanowieniu się nad plusami i minusami, przedstawiam Wam moje subiektywne zestawienie.

Plusy farbowania włosów w domu:

  • Ekonomiczność – nawet jeśli jednorazowo do koloryzacji zużywamy dwa opakowania droższej farby, wciąż spora kwota zostaje nam w kieszeni.
  • Wygoda – wystarczy wolne popołudnie lub wieczór, żeby spokojnie pofarbować włosy, tymczasem umówienie się do wybranego salonu na dogodną godzinę często bywa trudne.
  • Swoboda – nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale mi się zdarzyło, że fryzjer uparcie koloryzował moje włosy na ciepłe odcienie blond, mimo że wyraźnie prosiłam o chłodne. Jeśli same wykonujemy ten zabieg, do nas należy ostateczna decyzja, jaki kolor wybieramy i nikt w to nie ingeruje.

Plusy farbowania włosów w salonie:

  • Możliwość skorzystania z porady – jest to szczególnie fajna opcja, jeśli nie mamy pojęcia, jaki kolor by do nas pasował, lub jeśli chcemy pofarbować włosy po raz pierwszy. Osoby, które zmieniają kolor włosów już od dłuższego czasu mają więcej doświadczenia i zazwyczaj lepiej wiedzą, jakie kolory im pasują, a jakich powinny unikać.
  • Dbanie o kondycję włosów – zastosowanie kosmetyków pielęgnacyjnych z pewnością sprawia, że pomimo koloryzacji włosy nie będą zniszczone i przesuszone.
  • Możliwość odświeżenia fryzury – jak już wcześniej wspominałam, raczej dotyczy osób noszących krótkie włosy.

Jak rozszyfrować oznakowania na farbach?

Jeśli decydujemy się przeprowadzić zabieg koloryzacji włosów w domu, to poza wiedzą, jakie kolory pasują do naszego typu urody (w razie wątpliwości odsyłam Was do jednego z moich postów na ten temat), przyda się także umiejętność właściwego odczytywania oznakowań na opakowaniach farb.

Numery farb mogą być dwu lub trzycyfrowe. Pierwsza cyfra oznacza wysokość tonu i odpowiada kolorom w sposób następujący:

  1. Czarny
  2. Bardzo ciemny brąz
  3. Ciemny brąz
  4. Brąz
  5. Jasny brąz
  6. Ciemny blond
  7. Blond
  8. Jasny blond
  9. Bardzo jasny blond
  10. Bardzo bardzo jasny blond (platynowy)
  11. „Super blondy” – mają je w ofercie niektóre firmy, zazwyczaj są przeznaczone dla Pań o naturalnych ciemnych włosach
  12. Platynowe blondy – dla Pań, które chcą uzyskać najjaśniejszy odcień blondu, mając jednocześnie bardzo ciemne naturalne włosy

Kolejna cyfra wskazuje, jaki odcień ma dany kolor, gdzie:

0. Neutralny

1. Popielaty

2. Opalizujący

3. Złocisty

4. Miedziany

5. Mahoniowy

6. Czerwony

7. Metaliczny/zielony (różne źródła różnie podają)

Jeśli numer składa się z trzech cyfr, to dwie ostatnie należy odczytywać jako szczególne właściwości refleksu, np. farba L’Oreal Casting 645 Bursztyn, to ciemny blond o refleksie miedziano-mahoniowym.

Pamiętając o tych oznaczeniach możemy nie tylko z większą dokładnością dobrać sobie właściwy kolor, ale także – korzystając z teorii barw – „naprawiać” drobne potknięcia, np. niwelując zieloną poświatę z brązowych włosów, farbując je na zbliżony odcień brązu o czerwonym refleksie.

Proponuję się zapoznać z filmikami na temat koloryzacji zamieszczonymi na youtubowym kanale L’Oreal, gdzie wszystko macie zwięźle i w prosty sposób wytłumaczone, a mój post możecie wtedy potraktować jako ściągawkę, w razie gdybyście czegoś zapomnieli.

Mara

focił Przemek J. Kędzierski

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Wrzesień 14, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Obrazek

Gotyckie klimaty

Jakiś czas temu robiliśmy z Przemkiem zdjęcia w Komorowie. Niestety, pogoda nie dopisała nam specjalnie – kiedy miał być deszcz, to go nie było; jak już nie był potrzebny – to się pojawił. Do tego było zimno i zupełnie nieprzyjemnie. Mimo przeziębienia udało mi się zmobilizować i dotrzeć na miejsce sesji oraz wywiązać z moich obowiązków ;).

 

Gotyckie klimaty

Pozowała Aleksandra S., focił Przemek Kędzierski.

 

Jeśli chcecie zobaczyć pozostałe zdjęcia z sesji, zapraszam Was do odwiedzenia mnie na moim fanpage’u. Wprawdzie nie ma ich zbyt wiele, ale niebawem powinny pojawić się efekty dwóch kolejnych sesji; możecie też rzucić okiem na zdjęcia z poprzednich, jeszcze sprzed czasów powstania bloga ;).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 8, 2014 w Makijaż, Sesje

 

Tagi: , , , , ,

Bezpieczne opalanie

 

Wielkimi krokami zbliża się do nas lato, a wraz z nim – perspektywa odpoczynku, wyjazdów i dużej dawki utęsknionego słońca. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nierozsądne opalanie może być niebezpieczne, jednak często bagatelizujemy to zagrożenie i już po kilku dniach na wczasach zapominamy o podstawowych zasadach. Tymczasem jest to bardzo poważny błąd – ponieważ promieniowanie znacznie przyspiesza proces starzenia się skóry, która – tracąc kolagen i elastynę – marszczy się i gniecie, lub „zjeżdża” i wiotczeje.

 

Obrazek

Zdjęcie pochodzi ze strony rgbstock i zostało udostępnione przez tego użytkownika.

 

Typy promieniowania – co to takiego?

Aby właściwie chronić się przed negatywnymi skutkami opalania, powinniśmy najpierw zdobyć podstawową wiedzę na temat promieniowania. Możemy podzielić je na dwa typy: UVA i UVB.

Promieniowanie UVA stanowi 95% całego promieniowania ultrafioletowego na ziemi i jest obecne przez cały rok. Przenika przez szkło, chmury oraz – do pewnej głębokości – przez wodę. Mimo że nie wywołują bolesności skóry oraz nie zmienia jej zabarwienia, to swobodnie przenikają przez naskórek, aż do skóry właściwiej, mogąc powodować uszkodzenia kodu genetycznego. Promieniowanie UVA może powodować rozwój nowotworów skóry, zaburzenia jej pigmentacji oraz fotostarzenie.

Promieniowanie UVB tworzy w organizmie witaminę D oraz opala skórę. Stanowi tylko 5% całego promieniowania, które dociera do ziemi. Zatrzymywane jest przez chmury, szkło oraz naskórek (promieniowanie zatrzymuje się na tej warstwie i nie przenika do skóry właściwej). Może powodować oparzenia słoneczne, reakcje alergiczne oraz powstawanie nowotworów.

Fototyp skóry – decyduje o tempie opalania oraz determinuje czas, który możemy spędzić na słońcu bez ochrony, nie doznając przy tym poparzeń. Wyróżniamy sześć różnych fototypów, a ich klasyfikacja uzależniona jest od zawartości melaniny – począwszy od bardzo bladej skóry, pokrytej licznymi piegami; poprzez ciemniejsze odcienie białej skóry, lub jaśniejsze brązowej; na ciemnobrązowej skórze skończywszy.

SPF – czyli jak dopasować stopień ochrony do swojego fototypu?

Wskaźnik SPF – w rozwinięciu sun protection factor – wskazuje nam zdolności ochrony przeciwsłonecznej danego produktu. Każdy fototyp skóry ma swój indywidualny czas, który może spędzić na słońcu, nie ryzykując poparzenia. Wartość wskaźnika SPF to wielokrotność naszego indywidualnego czasu, który możemy spędzić na słońcu bezpiecznie. Np. jeśli ktoś należy do grupy posiadającej drugi fototyp skóry – czyli ma bladą skórę, jasne oczy, łatwo ulega poparzeniom i wolno się opala – i ulega ulega poparzeniom po 10 minutach ekspozycji na słońce, po zastosowaniu kremu do opalania z SPF 10 może, teoretycznie, bezpiecznie się opalać przez następne 100 minut. W praktyce natomiast, jeśli jesteśmy wystawieni na silne działanie promieni słonecznych, lepiej jest dokładać kremu z filtrem co 1,5-2 godziny oraz po każdej kąpieli.

Filtry możemy podzielić na dwie grupy: fizyczne i chemiczne. Filtry fizyczne – inaczej zwane mineralnymi – osiadają na skórze pod postacią drobinek substancji odbijających światło, tworząc na niej fizyczną „tarczę”. Na skórze pozostawiają charakterystyczny, biały film – ponieważ tworzą je dość duże cząsteczki, które nie posiadają zdolności wnikania w głębsze warstwy naskórka. Filtry fizyczne chronią przed promieniowaniem UVB i częściowo przed promieniowaniem UVA, działając na zasadzie odbicia lub rozproszenia. Nie wywołują reakcji alergicznych i są szczególnie dobrze tolerowane, przez co dobrze sprawdzają się przy ochronie skóry dziecięcej lub nadwrażliwej.

Filtry chemiczne, zamiast odbijać promieniowanie, absorbują je i zamieniają na energię, co może powodować wzrost temperatury ciała. W ten sposób przyczyniają się do przesuszania skóry. Mają zdolność wnikania wgłąb naskórka, dzięki czemu po pewnym czasie stają się niewidoczne na skórze. Większość filtrów chemicznych chroni tylko przed promieniowaniem UVB, tylko niektóre z nich dodatkowo zabezpieczają skórę – w pewnym stopniu – przed promieniowaniem UVA (zazwyczaj zawierają wtedy taką informację na opakowaniu). Filtry najnowszej generacji chronią przed obydwoma typami promieniowania.

Mieszanie filtrów fizycznych z chemicznymi powoduje fotostabliność filtra – czyli gwarancję ochrony zawsze na tym samym poziomie. Filtry mieszane chronią przed każdym spektrum promieniowania ultrafioletowego.

Filtry działają najskuteczniej, gdy nakładamy je na oczyszczoną, suchą skórę. Na krem przeciwsłoneczny nie powinno się nakładać żadnych innych kosmetyków – przypudrowanie ich lub zmatowienie bibułką może znacznie obniżyć skuteczność ich działania. Uwaga! Nałożone na siebie filtry NIE SUMUJĄ SIĘ! Działa tylko filtr nałożony jako ostatni! W praktyce to oznacza, że jeśli zamierzacie zastosować podkład z filtrem, nie nakładajcie już na twarz kremu do opalania, tylko zwyczajny nawilżający. Pamiętajcie o tym, że nawet w mieście powinniśmy się chronić przed promieniowaniem – filtr w sprayu, który szybko nałożymy na odsłonięte ramiona i ręce, podkład i pomadka z SPF (usta także należy chronić!) to idealne produkty, które zapewnią nam przyjemny kontakt ze słońcem na co dzień, bez przykrych niespodzianek.

Udanego opalania :).

Tworząc wpis opierałam się na wiedzy, którą zdobyłam podczas kursów i szkoleń, a także wsparłam się dwoma poniższymi artykułami: „Ochrona przeciwsłoneczna” udostępnionego na stronie La Roche-Posay oraz „Filtry przeciwsłoneczne UV – bezpieczne opalanie i ochrona skóry przed słońcem”, udostępnionego na stronie Wizaż online.Temat bezpieczeństwa podczas opalania jest na tyle ważny, że wolałam się upewnić odnośnie mojej wiedzy – czy jest aktualna i czy nie zapamiętałam czegoś błędnie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 1, 2014 w Ogólne, Pielęgnacja

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Recenzja 02

Dzisiaj zapraszam Was na recenzję dwóch produktów: peelingu do włosów oczyszczająco-nawilżająca terapia do skóry głowy DETOXHairLine firmy Marion oraz balsamu do ciała pod prysznic firmy Eveline.

Na kurację oczyszczającą firmy Marion trafiłam przypadkiem, robiąc większe zakupy w sklepie internetowym. Zaopatrywałam się w ocet malinowy firmy Marion, o którym opowiem Wam więcej w innym poście i – ponieważ nie zawiodłam się na nim – postanowiłam spróbować innych produktów tej firmy. Skusiła mnie różnorodność wyboru oraz niskie ceny, co zaowocowało zakupem – między innymi – „terapii” którą widzicie na zdjęciu poniżej:

 

kosmetyki (1 of 5)

 

Jest to produkt dość nietypowy – składa się z dwóch etapów, z czego drugim z nich jest szampon, a pierwszym… peeling. Jak podaje producent, główne składniki pierwszego kroku to:

Alga czerwona – regeneruje włókna włosowe, stabilizując komórki keratyny, wygładza włosy, nawilża i dodaje im blasku.

Glinka wulkaniczna – ma właściwości odtłuszczające, skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy. Sprawia, że włosy są wyjątkowo błyszczące, miękkie i sprężyste, łagodzi skórę głowy.

Koktajl octowy – składa się z kwasów owocowych i aromatycznych roślin leczniczych, które normalizują warstwę rogową skóry głowy. Restrukturyzują włosy, nadając im sprężystość i połysk.

Muszę przyznać, że zastosowanie peelingu na skalp było co najmniej śmiesznym uczuciem. Po dokładnym spłukaniu zastosowałam szampon, następnie serum ziołowe bez spłukiwania, którego używam na co dzień. Jeśli chodzi o moja odczucia w trakcie stosowania tego produktu – kosmetyki z obu etapów mają bardzo przyjemny zapach. Podczas używania peelingu odczuwalne było znaczące poprawienie krążenia krwi skóry głowy. Natomiast szampon cechowała gęsta konsystencja i lekko perłowy połysk, świetnie się pienił. Jedno opakowanie wystarczyło mi na moje gęste włosy, sięgające ramion.

Po wysuszeniu włosów odniosłam wrażenie, że zyskały na miękkości, stały się również bardziej błyszczące. Skóra głowy faktycznie sprawiała wrażenie dokładnie oczyszczonej, włosy natomiast pozostały świeże o jeden dzień dłużej, niż zazwyczaj. Podsumowując – jestem naprawdę zadowolona z działania produktu, a biorąc pod uwagę, że zakup takiej saszetki to koszt w wysokości jedynie 2,20 zł., z pewnością kupię go ponownie.

Drugim produktem, który chciałabym Wam przedstawić, jest balsam do ciała pod prysznic. Już wcześniej miałam ochotę spróbować czegoś takiego, jednak cena produktu pioniera w tej dziedzinie – firmy Nivea – nie zachęcała do kupna. Poza tym w internecie pojawiały się bardzo skrajne opinie na temat nowości – jedne bardzo pozytywne, inne wręcz przeciwnie. Później Eveline wypuściło swój wariant – ich balsam wpadł mi w oko kiedyś podczas zakupów w drogerii, jednak nie zdecydowałam się na kupno. Ostatnio otrzymałam próbkę tego kosmetyku, w ramach gratisu podczas zakupów w drogerii internetowej.

 

kosmetyki (3 of 5)

 

Na początku podchodziłam do tego kosmetyku bardzo sceptycznie – postawiłam go na półce w łazience i tak zostało. Zdecydowałam się go użyć dopiero jak nadeszła fala upałów i po porannym prysznicu nie miałam czasu ani ochoty na używanie zwykłego balsamu. Muszę przyznać, że produkt zaskoczył mnie bardzo pozytywnie – ma bardzo lekką konsystencję, dobrze się wsmarowuje. Po kąpieli skóra była miękka, gładka i lekko nawilżona. Balsam bez wątpienia nie poradzi sobie z bardzo suchą skórą, ale dla mojej okazał się wystarczający. Na skórze zostawia bardzo przyjemny, delikatny zapach, nie zostawia natomiast żadnego tłustego filmu, co dla mnie jest dużym plusem. Efekty spodobały mi się do tego stopnia, że po zużyciu próbki zdecydowałam się kupić pełnowymiarowe opakowanie, które jest dużo poręczniejsze ze względu na pompkę.

Podsumowując – jest to produkt dobry dla osób, które nie potrzebują intensywnego nawilżania, ale mimo wszystko po wyjściu z kąpieli/spod prysznica mają nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry. Jest łatwo dostępny w drogeriach, chociaż jego cena nie jest szczególnie atrakcyjna – kosztował 17 zł. (podobną kwotę zapłacimy za produkt firmy Nivea). Gdybym nie dostała próbki, prawdopodobnie jeszcze długo nie zdecydowałabym się na wypróbowanie tego balsamu, jednak – dzięki przetestowaniu – dowiedziałam się, że w moim przypadku produkt się sprawdza. Z pewnością kupię go ponownie.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Maj 25, 2014 w Nowinki, ciekawostki, Recenzje i testy

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Krótki poradnik konturowania twarzy – bronzer, róż, rozświetlacz

Konturowanie twarzy – choć początkowo może wydawać się trudne – jest wartą opanowania sztuką. Odpowiednio nałożony róż, bronzer oraz rozświetlacz podkreślają trójwymiarowość twarzy, co jest niezbędne przy występach telewizyjnych lub chociażby sesjach fotograficznych. W niektórych sytuacjach wymagane jest uprzednie wykonturowanie twarzy podkładami, ale o tym będziemy mówić kiedy indziej. Wspólną cechą dla tych obu rodzajów konturowania jest podstawowy wymóg – znajomość anatomii twarzy oraz świadomość, w jaki sposób rozkłada się na niej światłocień. Najlepszą metodą, by to zapamiętać, jest dokładne obejrzenie grafiki przedstawiającej kości twarzy i późniejsze „wydotykanie” ich na sobie. 

Jeśli chodzi o nakładanie różu, spotkałam się z dwiema szkołami. Pierwsza z nich proponuje wyznaczenie dwóch linii, aby poprawnie umiejscowić róż – jedna z nich to pionowa styczna do zewnętrznego krańca tęczówki (tego od strony ucha). Druga, skośna, poprowadzona od skrawka ucha do skrzydełka nosa. Róż nakładamy wzdłuż linii skośnej, a jego plama powinna stopniowo się rozmywać i wtapiać w skórę tuż przed pionową linią.

 

Obrazek

 

 

Druga szkoła proponuje wyznaczenie – mniej więcej – przebiegu kości policzkowej. Aby to zrobić, prowadzimy pionową linię przez środek źrenicy i poziomą, styczną do spodu skrzydełka nosa. Róż nakładamy mniej więcej na środek kości policzkowej, robiąc to dwoma ruchami – jednym skośnym, poprowadzonym od nasady ucha i drugim, poziomym, poprowadzonym od środka ucha. Jak w poprzednim przypadku, zewnętrzna krawędź tęczówki wyznacza nam linię, przed którą plama różu powinna wtopić się w skórę.

Jeśli chodzi o rozświetlacz (zaznaczony na poniższym, prowizorycznym rysunku żółtawym kolorem) – zawsze nakładamy go na szczyt kości policzkowej.

 

Obrazek

 

 

A jak nakładać bronzer? Najczęstszym błędem jest robienie tzw. „dzióbka” i poprowadzenie według wgłębienia na twarzy skośnej linii – od ucha, do kącika ust. Tak nigdy nie nakładamy tego produktu, ponieważ w ten sposób „łamiemy” sobie kość policzkową. Bronzer ma naśladować cień pod kością policzkową, dlatego rysujemy nim odrobinę spłaszczoną literkę „C” – zaczynając przy dolnej części ucha, przesuwając się pod kością policzkową i kierując się do skrzydełka nosa. Należy stopniowo zmniejszać natężenie koloru, aby od środka kości policzkowej kosmetyk wtapiał się w skórę i przy nosie nie był już widoczny. Chodzi tylko o zachowanie kształtu.

Na dniach postaram się zamienić grafiki na jakiejś czytelniejsze, te – dość prowizoryczne – powstały z racji braku dostępu do mojego komputera ;).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Maj 11, 2014 w Akademia makijażu

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Kolory w makijażu – część druga: typy urody

Prawdopodobnie wiele z Was spotkało się z porównaniami typów urody do pór roku. W pierwszej chwili może się to wydawać odrobinę bezsensowne, jednak na dłuższą metę doskonale się sprawdza. Gdy już zrozumiemy na jakiej zasadzie przypisujemy do siebie pory roku oraz czym przede wszystkim się w tym kierować, odkryjemy, że łatwiej nam będzie poruszać się wśród kolorów i dobierać te pasujące do nas.

Aby właściwie ocenić nasz typ urody musimy przeprowadzić podstawową analizę kolorystyczną. Składa się ona z dwóch części – wywiadu oraz obserwacji. Żeby ułatwić Wam tę kwestię podzielimy analizę na kilka kroków i odrobinę ją uprościmy.

Wywiad:

Biorąc pod uwagę, że same znamy siebie najlepiej, nie musimy się nad tą częścią zbytnio rozwodzić. Jest ona istotna dopiero wtedy, gdy przeprowadzamy analizę kolorystyczną u nowej klientki. Jeśli to my same jesteśmy jej obiektem, wystarczy, że zastanowimy się nad trzema prostymi pytaniami:

1. Jakie kolory najbardziej lubię?

2. W jakie kolory najczęściej się ubieram?

3. W jakich kolorach najlepiej się czuję i najkorzystniej wyglądam?

Gdy wyciągniemy już odpowiednie wnioski, możemy przejść do kolejnej części.

Obserwacja:

Przyjrzyj się sobie uważnie, najlepiej w dużym lustrze i przy dobrym, dziennym świetle. Pomieszczenie, w którym będziesz przeprowadzać analizę, powinno mieć ściany w jasnym, neutralnym kolorze (najlepiej odcienie bieli, jasne szarości lub beże). Jeśli ściany będą w intensywne, to odbijające się od nich światło może wpływać negatywnie na właściwe rozpoznanie koloru. Teraz, gdy znajdujesz się już w dobrym miejscu, przyjrzyj się sobie uważnie i oceń:

1. Oczy – spróbuj określić kolor tęczówki, oceń jego intensywność. Przyjrzyj się też ramce tęczówki oraz oprawie oka (kolor rzęs i brwi).

2. Usta – jaki jest ich odcień? Czy mają w sobie dużo pigmentu?

3. Cerę – najpierw oceń jej odcień, czy jest żółtawa, brzoskwiniowa, porcelanowa? Przyjrzyj się też wszelkim jej zmianom. Weź pod uwagę piegi, znamiona, przebarwienia słoneczne. Zastanów się, w jaki sposób się opalasz. Czy szybko i na brązowo; czy najpierw na czerwono i później skóra ciemnieje. Jaki kolor ma Twoja opalenizna? A może w ogóle się nie opalasz?

4. Białkówkę oka – jaki ma odcień? Szarawy, kremowy, czy jest czysto biała?

5. Żyły – ich kolor bardziej wpada w zieleń, w czerwień, czy w kolor niebieski?

6. Jaki jest Twój naturalny kolor włosów?

Teraz, gdy jesteś pewna wyników swojej obserwacji, przeczytaj poniższe opisy „pór roku” i zadecyduj, który z nich pasuje do Ciebie najlepiej.

 

poryroku

 

Wiosna – ciepły typ urody. Włosy ma w złocistych odcieniach, jak np. słoneczne blondy, od słomkowego po rudawy; ciepłe brązy (mogą być nawet ciemne). Często mają złotawą, choć bladą skórę, która może się wydawać nawet przezroczysta. Skóra opala się dość szybko, na odcienie morelowe i brzoskwiniowe. Wiosny mogą mieć piegi, a ich tęczówki mają mocne i czyste kolory, oczy wyraźnie odcinają się na tle cery. Żyły zazwyczaj ma w kolorze zielonkawym lub czerwonawym.

Słabsza wersja wiosny – np. jasna blondynka, o niebieskich tęczówkach z mocną ramką, szybko opalająca się na brzoskwiniowy kolor.

Mocniejsza wersja wiosny – np. ciemne włosy, blada cera, wyraźnie odcinające się na tle twarzy granatowe oczy.

Wiosny powinny nosić kolory przypisane do tej pory roku – żywe i świeże (kolory owoców i kwiatów), ale niezbyt intensywne.

Lato – chłodny typ urody, dość popularny w Polsce. Ma włosy w trudnym do dokładniejszego określenia, mysim odcieniu. Skóra może mieć odcień porcelanowy, alabastrowy lub oliwkowy. Niektóre lata się parzą i w ogóle nie opalają (te z typowo porcelanową cerą); inne najpierw opalają się na czerwono, a skóra z czasem brązowieje; niektóre mogą się opalać na oliwkowo, ale tylko lekko. Opalenizna nigdy nie będzie intensywna, czekoladowa. Oczy lata zazwyczaj mają słabszą oprawę, a tęczówki – chociaż mogą mieć różne barwy – są lekko rozmyte, nie są czyste. Przebija przez nie szarość (stąd – w zależności od światła – kolor oczu może wydawać się np. raz szary, innym razem zielonkawy). Jeśli lato ma ciemne oczy, to najczęściej piwne. Białko oka ma odcień mleczny, nie odcina się od reszty twarzy. Brwi, podobnie jak włosy, mają odcień popielaty, mogą być ciemne. Jeśli w dzieciństwie lato miało blond włosy, to często w platynowym odcieniu. Jeśli ma piegi lub znamiona, to w szarobrunatnym lub szarym kolorze. Żyły zazwyczaj są niebieskie.

Do lata pasują kolory pastelowe, np. pistacja (często nazywana odcieniem miętowym), pudrowy róż, liliowy, pastelowa żółć. Dobrze też sprawdzą się barwy rozbielone lub mgliste, szarobeże, kolory cieliste. Muszą być tylko chłodne.

Jesień – ciepły typ urody. Włosy może mieć w odcieniu typowo rudym, lisim; jeśli będą to blondy to ze złocistym refleksem, koniakowe; brązy w ciepłych odcieniach orzechowych i kawowych. Z każdego koloru włosów będzie przebijało złoto lub pomarańcz. Cera może być blada i piegowata (u słabszych jesieni), może być w odcieniu kości słoniowej lub szampana – wtedy jesień będzie się źle opalać. Jeśli skóra ma bardziej brzoskwiniowy kolor, wtedy jesień będzie się dobrze opalać. Ma ciepłą barwę warg; znamiona i piegi mają rudawy odcień. Tęczówki oka mogą mieć różny kolor, jednak nie będzie on tak czysty, jak u wiosny. Żyły ma zazwyczaj w kolorze zielonkawym.

Słabsza wersja jesieni –  np. włosy w kolorze rudoblond ze złotym refleksem, jasna oprawa oczu, skóra w barwie szampana pokryta licznymi piegami, źle się opala i na słońce zazwyczaj reaguje zaczerwienieniem.

Mocniejsza wersja jesieni – np. brzoskwiniowa cera, ciemne włosy w odcieniu ciepłego, orzechowego brązu. Mocna oprawa oczu (jednak nie tak intensywna, jak u wiosny), skóra opala się dość wolno, za to ładnie.

Do jesieni będą pasować kolory rdzawe, „skisłe” i zgaszone – khaki, zgniły zielony, musztardowy żółty, dyniowy pomarańcz. Dobrze też poczuje się w ciepłych brązach, makowych czerwieniach, cieplejszych szarościach, bakłażanowych fioletach, odcieniach ciepłego złota i miedzi.

Zima – chłodny typ urody, w którym możemy wyróżnić aż trzy podtypy. Zimy mają wyraźnie chłodne odcienie cery, ciemne rzęsy i brwi, mocno napigmentowane wargi, czyste i zimne kolory tęczówek oraz czystą białkówkę oka.

Podtypy zimy:

Śnieżka – ma bardzo ciemne włosy, czarne lub w odcieniu gorzkiej czekolady; bladą, porcelanową cerę; jasne oczy (stalowoszare, lodowato błękitne) w ciemnej oprawie (czarne brwi i rzęsy). Usta zazwyczaj mają naturalny, intensywny kolor.

Zima południowa – typ latynoski, ma ciemną skórę, ciemne włosy i ciemne oczy w mocnej oprawie. Opala się łatwo i szybko, na równy, oliwkowy kolor.

Zima neutralna (mieszana) – ma bladą, porcelanową cerę, ciemne włosy i oczy – jasne lub ciemne – w mocnej oprawie. Pomimo jasnej skóry opala się łatwo, bez poparzeń.

Do zimy pasują intensywne i nasycone kolory, barwy kamieni szlachetnych – czyste i mocne, neony. Kolory pasujące do jesieni postarzą zimę.

 

Typy urody nie są do końca stałe – z wiekiem blakną nam rzęsy i brwi, rozmywa się pigment ust, cera może stawać się bardziej przezroczysta. Często się zdarza, że chłodne typy urody, wraz z upływem lat, ocieplają się. Dlatego nie powinnyśmy sztywno trzymać się sugerowanych kolorów lub usilnie dopasowywać się do któregoś schematu kolorystycznego, jeśli żaden nie zgadza się z wynikami naszych obserwacji w 100%. Wtedy najlepiej – metodą prób i błędów – bazować na tym typie urody, do którego nam najbliżej i eksperymentować z kolorami w ubiorze i makijażu. W końcu nie chodzi o to, żebyśmy mogły nazwać nasz typ urody i wpasować go w ramki danej pory roku, a o dobre samopoczucie – żeby z przyjemnością patrzeć w lustro, dobrze wyglądać i uśmiechać się do siebie.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Maj 4, 2014 w Akademia makijażu

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Kolory w makijażu – część pierwsza

Pogoda powoli staje się coraz piękniejsza, wszystko wokół kwitnie, a majówka zbliża się do nas wielkimi krokami – nic zatem dziwnego, że wiele z nas przestawia się na wiosenny tryb myślenia i zaczyna tęsknić za kolorem. Nic chyba nie daje tak dużego pola do popisu w tej materii, jak makijaż – w końcu łatwiej jest dokupić kilka pojedynczych cieni, czy jakąś dodatkową paletkę, niż poszukiwać kolorowych ubrań, jeśli wcześniej takich nie posiadałyśmy. Do tego kilka cieni stwarza wiele potencjalnych kompozycji, które mogłybyśmy wypróbować w zależności od nastroju.

Nim jednak przejedziemy do zabawy z kolorami, powinnyśmy zastanowić się, które odcienie będą dla nas najlepsze. Podstawową wiedzę o kolorach już powinniście mieć, jeśli jednak nie – zapraszam do poprzedniego postu nawiązującego do tej tematyki.

Dzisiaj dowiecie się trochę więcej na ten temat, co powinno być dobrym wstępem dla kolejnego postu, w którym opiszę Wam typy urody, związane z nimi kolory oraz metody, które pozwolą Wam się przekonać, którą „porą roku” jesteście.

Barwy dzielą się na chromatyczne i achromatyczne. Kolory chromatyczne to takie, w których można wyróżnić dominantę jakiejś barwy, czyli wszystkie „kolorowe” . Natomiast kolory achromatyczne to czerń, biel oraz wszystkie odcienie szarości. Posługując się barwami achromatycznymi i posiłkując odcieniami brązu i beżu jesteśmy w stanie stworzyć makijaż dzienny lub biznesowy. Natomiast jeśli chcemy poeksperymentować z innymi kolorami…

Warto wiedzieć, że kolory dzielimy na ciepłe (czerwony, pomarańczowy, żółty) oraz zimne (zielony, niebieski, fioletowy, granatowy) i powinniśmy je wybierać, kierując się naszym typem urody. Czy to jednak znaczy, że jesteśmy ograniczone w naszych eksperymentach? Otóż nie – wszystkie kolory mają swoje zimniejsze i cieplejsze odpowiedniki. Np. zieleń – jeśli domieszamy do niej odrobinę żółci, stanie się cieplejsza, bardziej naturalna i może pięknie wyglądać na rudowłosych, ciepłych „jesieniach”. Natomiast jeśli do wcześniej wspomnianej zieleni dodamy odrobinę niebieskiego, nabierze chłodnego, sztucznego, „plastikowego” odcienia, który może zupełnie ładnie wyglądać u niebieskookich pań o chłodnym typie urody. Podobnie sprawa ma się z czerwoną szminką – wiele kobiet intuicyjnie obawia się klasycznej czerwieni, która może niekoniecznie współgrać z ich typem urody. Panie o cieplejszym typie urody powinny skłonić się ku odcieniom z domieszką np. pomarańczowej barwy (jak w przypadku czerwieni makowej lub rdzawej), natomiast te z nas, których uroda jest chłodniejsza, mogą sięgnąć po czerwień wiśniową, czy szkarłatną. Oczywiście nie jest to wyznacznik, który określa, komu pasuje konkretny kolor, a jedynie wskazówka, jak poruszać się pomiędzy odcieniami. Działa tu podobna zasada, jak w przypadku maskowania cieni pod oczami – aby dobrze dopasować do siebie makijaż, musimy kolor najpierw dobrze poznać i rozłożyć go na części pierwsze, zastanowić się, jakie może mieć w sobie domieszki.

Na koniec wspomnę jeszcze o dobieraniu koloru cieni do powiek w zależności od koloru oczu. Jeśli chcemy uwydatnić barwę tęczówki, powinnyśmy sięgnąć do kolorów dopełniających, czyli:

Brązowe oczy – kolory szare, srebrne, stalowe, intensywne odcienie grantu, ciemnego niebieskiego

Niebieskie oczy – odcienie złotawe, pomarańczowe, brzoskwiniowe, morelowe, cieplejsze brązy

Zielone oczy – róże, pomarańcze, czerwienie, różne odcienie fioletu: oberżyna, śliwka, lilia

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Kwiecień 28, 2014 w Akademia makijażu

 

Tagi: , , , , , , , ,