RSS

Archiwum kategorii: Pielęgnacja

ABC koloryzacji włosów

Na wstępie chce zaznaczyć, że nie jestem żadnym ekspertem w „dziedzinie włosów” i wszystko, co Wam przedstawię w tym poście to moje spostrzeżenia, lub wiedza zdobyta od osób dużo lepiej zorientowanych w temacie ode mnie ;).

Farbowanie włosów w domu ma – z mojego punktu widzenia – mniej więcej tyle samo zalet, co wad. Do fryzjera zazwyczaj wybieramy się wtedy, kiedy mamy krótką fryzurę i potrzebujemy często ją odświeżać, żeby zachowała swój kształt i włosy chciały się układać; wtedy przy okazji można włosy pofarbować i mieć spokój na najbliższe półtora miesiąca. Sprawy przedstawiają się inaczej, jeśli mamy długie włosy i nie nosimy jakiejś konkretnej fryzury. Wtedy koszta koloryzacji znacząco rosną, a okazjonalne podcięcie końcówek… cóż, jeśli zajdzie taka potrzeba, zawsze gdzieś znajdzie się salon, w którym będziemy mogły to zrobić. Zatem który wariant farbowania włosów jest lepszy – w domu, czy w salonie? Po rozpatrzeniu obu opcji i zastanowieniu się nad plusami i minusami, przedstawiam Wam moje subiektywne zestawienie.

Plusy farbowania włosów w domu:

  • Ekonomiczność – nawet jeśli jednorazowo do koloryzacji zużywamy dwa opakowania droższej farby, wciąż spora kwota zostaje nam w kieszeni.
  • Wygoda – wystarczy wolne popołudnie lub wieczór, żeby spokojnie pofarbować włosy, tymczasem umówienie się do wybranego salonu na dogodną godzinę często bywa trudne.
  • Swoboda – nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale mi się zdarzyło, że fryzjer uparcie koloryzował moje włosy na ciepłe odcienie blond, mimo że wyraźnie prosiłam o chłodne. Jeśli same wykonujemy ten zabieg, do nas należy ostateczna decyzja, jaki kolor wybieramy i nikt w to nie ingeruje.

Plusy farbowania włosów w salonie:

  • Możliwość skorzystania z porady – jest to szczególnie fajna opcja, jeśli nie mamy pojęcia, jaki kolor by do nas pasował, lub jeśli chcemy pofarbować włosy po raz pierwszy. Osoby, które zmieniają kolor włosów już od dłuższego czasu mają więcej doświadczenia i zazwyczaj lepiej wiedzą, jakie kolory im pasują, a jakich powinny unikać.
  • Dbanie o kondycję włosów – zastosowanie kosmetyków pielęgnacyjnych z pewnością sprawia, że pomimo koloryzacji włosy nie będą zniszczone i przesuszone.
  • Możliwość odświeżenia fryzury – jak już wcześniej wspominałam, raczej dotyczy osób noszących krótkie włosy.

Jak rozszyfrować oznakowania na farbach?

Jeśli decydujemy się przeprowadzić zabieg koloryzacji włosów w domu, to poza wiedzą, jakie kolory pasują do naszego typu urody (w razie wątpliwości odsyłam Was do jednego z moich postów na ten temat), przyda się także umiejętność właściwego odczytywania oznakowań na opakowaniach farb.

Numery farb mogą być dwu lub trzycyfrowe. Pierwsza cyfra oznacza wysokość tonu i odpowiada kolorom w sposób następujący:

  1. Czarny
  2. Bardzo ciemny brąz
  3. Ciemny brąz
  4. Brąz
  5. Jasny brąz
  6. Ciemny blond
  7. Blond
  8. Jasny blond
  9. Bardzo jasny blond
  10. Bardzo bardzo jasny blond (platynowy)
  11. „Super blondy” – mają je w ofercie niektóre firmy, zazwyczaj są przeznaczone dla Pań o naturalnych ciemnych włosach
  12. Platynowe blondy – dla Pań, które chcą uzyskać najjaśniejszy odcień blondu, mając jednocześnie bardzo ciemne naturalne włosy

Kolejna cyfra wskazuje, jaki odcień ma dany kolor, gdzie:

0. Neutralny

1. Popielaty

2. Opalizujący

3. Złocisty

4. Miedziany

5. Mahoniowy

6. Czerwony

7. Metaliczny/zielony (różne źródła różnie podają)

Jeśli numer składa się z trzech cyfr, to dwie ostatnie należy odczytywać jako szczególne właściwości refleksu, np. farba L’Oreal Casting 645 Bursztyn, to ciemny blond o refleksie miedziano-mahoniowym.

Pamiętając o tych oznaczeniach możemy nie tylko z większą dokładnością dobrać sobie właściwy kolor, ale także – korzystając z teorii barw – „naprawiać” drobne potknięcia, np. niwelując zieloną poświatę z brązowych włosów, farbując je na zbliżony odcień brązu o czerwonym refleksie.

Proponuję się zapoznać z filmikami na temat koloryzacji zamieszczonymi na youtubowym kanale L’Oreal, gdzie wszystko macie zwięźle i w prosty sposób wytłumaczone, a mój post możecie wtedy potraktować jako ściągawkę, w razie gdybyście czegoś zapomnieli.

Mara

focił Przemek J. Kędzierski

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Wrzesień 14, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Bezpieczne opalanie

 

Wielkimi krokami zbliża się do nas lato, a wraz z nim – perspektywa odpoczynku, wyjazdów i dużej dawki utęsknionego słońca. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nierozsądne opalanie może być niebezpieczne, jednak często bagatelizujemy to zagrożenie i już po kilku dniach na wczasach zapominamy o podstawowych zasadach. Tymczasem jest to bardzo poważny błąd – ponieważ promieniowanie znacznie przyspiesza proces starzenia się skóry, która – tracąc kolagen i elastynę – marszczy się i gniecie, lub „zjeżdża” i wiotczeje.

 

Obrazek

Zdjęcie pochodzi ze strony rgbstock i zostało udostępnione przez tego użytkownika.

 

Typy promieniowania – co to takiego?

Aby właściwie chronić się przed negatywnymi skutkami opalania, powinniśmy najpierw zdobyć podstawową wiedzę na temat promieniowania. Możemy podzielić je na dwa typy: UVA i UVB.

Promieniowanie UVA stanowi 95% całego promieniowania ultrafioletowego na ziemi i jest obecne przez cały rok. Przenika przez szkło, chmury oraz – do pewnej głębokości – przez wodę. Mimo że nie wywołują bolesności skóry oraz nie zmienia jej zabarwienia, to swobodnie przenikają przez naskórek, aż do skóry właściwiej, mogąc powodować uszkodzenia kodu genetycznego. Promieniowanie UVA może powodować rozwój nowotworów skóry, zaburzenia jej pigmentacji oraz fotostarzenie.

Promieniowanie UVB tworzy w organizmie witaminę D oraz opala skórę. Stanowi tylko 5% całego promieniowania, które dociera do ziemi. Zatrzymywane jest przez chmury, szkło oraz naskórek (promieniowanie zatrzymuje się na tej warstwie i nie przenika do skóry właściwej). Może powodować oparzenia słoneczne, reakcje alergiczne oraz powstawanie nowotworów.

Fototyp skóry – decyduje o tempie opalania oraz determinuje czas, który możemy spędzić na słońcu bez ochrony, nie doznając przy tym poparzeń. Wyróżniamy sześć różnych fototypów, a ich klasyfikacja uzależniona jest od zawartości melaniny – począwszy od bardzo bladej skóry, pokrytej licznymi piegami; poprzez ciemniejsze odcienie białej skóry, lub jaśniejsze brązowej; na ciemnobrązowej skórze skończywszy.

SPF – czyli jak dopasować stopień ochrony do swojego fototypu?

Wskaźnik SPF – w rozwinięciu sun protection factor – wskazuje nam zdolności ochrony przeciwsłonecznej danego produktu. Każdy fototyp skóry ma swój indywidualny czas, który może spędzić na słońcu, nie ryzykując poparzenia. Wartość wskaźnika SPF to wielokrotność naszego indywidualnego czasu, który możemy spędzić na słońcu bezpiecznie. Np. jeśli ktoś należy do grupy posiadającej drugi fototyp skóry – czyli ma bladą skórę, jasne oczy, łatwo ulega poparzeniom i wolno się opala – i ulega ulega poparzeniom po 10 minutach ekspozycji na słońce, po zastosowaniu kremu do opalania z SPF 10 może, teoretycznie, bezpiecznie się opalać przez następne 100 minut. W praktyce natomiast, jeśli jesteśmy wystawieni na silne działanie promieni słonecznych, lepiej jest dokładać kremu z filtrem co 1,5-2 godziny oraz po każdej kąpieli.

Filtry możemy podzielić na dwie grupy: fizyczne i chemiczne. Filtry fizyczne – inaczej zwane mineralnymi – osiadają na skórze pod postacią drobinek substancji odbijających światło, tworząc na niej fizyczną „tarczę”. Na skórze pozostawiają charakterystyczny, biały film – ponieważ tworzą je dość duże cząsteczki, które nie posiadają zdolności wnikania w głębsze warstwy naskórka. Filtry fizyczne chronią przed promieniowaniem UVB i częściowo przed promieniowaniem UVA, działając na zasadzie odbicia lub rozproszenia. Nie wywołują reakcji alergicznych i są szczególnie dobrze tolerowane, przez co dobrze sprawdzają się przy ochronie skóry dziecięcej lub nadwrażliwej.

Filtry chemiczne, zamiast odbijać promieniowanie, absorbują je i zamieniają na energię, co może powodować wzrost temperatury ciała. W ten sposób przyczyniają się do przesuszania skóry. Mają zdolność wnikania wgłąb naskórka, dzięki czemu po pewnym czasie stają się niewidoczne na skórze. Większość filtrów chemicznych chroni tylko przed promieniowaniem UVB, tylko niektóre z nich dodatkowo zabezpieczają skórę – w pewnym stopniu – przed promieniowaniem UVA (zazwyczaj zawierają wtedy taką informację na opakowaniu). Filtry najnowszej generacji chronią przed obydwoma typami promieniowania.

Mieszanie filtrów fizycznych z chemicznymi powoduje fotostabliność filtra – czyli gwarancję ochrony zawsze na tym samym poziomie. Filtry mieszane chronią przed każdym spektrum promieniowania ultrafioletowego.

Filtry działają najskuteczniej, gdy nakładamy je na oczyszczoną, suchą skórę. Na krem przeciwsłoneczny nie powinno się nakładać żadnych innych kosmetyków – przypudrowanie ich lub zmatowienie bibułką może znacznie obniżyć skuteczność ich działania. Uwaga! Nałożone na siebie filtry NIE SUMUJĄ SIĘ! Działa tylko filtr nałożony jako ostatni! W praktyce to oznacza, że jeśli zamierzacie zastosować podkład z filtrem, nie nakładajcie już na twarz kremu do opalania, tylko zwyczajny nawilżający. Pamiętajcie o tym, że nawet w mieście powinniśmy się chronić przed promieniowaniem – filtr w sprayu, który szybko nałożymy na odsłonięte ramiona i ręce, podkład i pomadka z SPF (usta także należy chronić!) to idealne produkty, które zapewnią nam przyjemny kontakt ze słońcem na co dzień, bez przykrych niespodzianek.

Udanego opalania :).

Tworząc wpis opierałam się na wiedzy, którą zdobyłam podczas kursów i szkoleń, a także wsparłam się dwoma poniższymi artykułami: „Ochrona przeciwsłoneczna” udostępnionego na stronie La Roche-Posay oraz „Filtry przeciwsłoneczne UV – bezpieczne opalanie i ochrona skóry przed słońcem”, udostępnionego na stronie Wizaż online.Temat bezpieczeństwa podczas opalania jest na tyle ważny, że wolałam się upewnić odnośnie mojej wiedzy – czy jest aktualna i czy nie zapamiętałam czegoś błędnie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 1, 2014 w Ogólne, Pielęgnacja

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Nakładanie kremu

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj będziecie mogli trochę poczytać o tym, co popularnie zwykło się nazywać „automasażem twarzy”. Nazwa ta jest nie do końca trafna, ze względu na to że może wywoływać mylne skojarzenia z profesjonalnym masażem, jaki możemy sobie zafundować podczas wizyty w gabinecie kosmetycznym. Metoda, którą dziś Wam zaprezentuję, jest pewną sumą mojej wiedzy – zdobytej na kursach, lub podczas szperania w internecie, w poszukiwaniu ciekawych artykułów lub filmików instruktażowych. Są to zatem wiadomości, które swobodnie możecie traktować z przymrużeniem oka – mając je na uwadze nie osiągniecie żadnych spektakularnych efektów, możecie natomiast nabrać pewnych korzystnych nawyków, dzięki którym nie będziecie szkodzić swojej skórze podczas codziennej pielęgnacji.

Zanim zacznę omawiać obrazek, jeszcze tylko garstka informacji praktycznych – zaprezentowane na nim strzałki wskazują kierunek ruchów, które możemy wykonywać podczas nakładania kremu. Pamiętajmy, że musimy się starać nie uciskać skóry zbyt mocno i nie naciągać jej. Jednego kremu używamy do całej twarzy, pod oczy zaś stosujemy inny, specjalnie przeznaczony do tych okolic (wiek 19-20 lat to idealny moment, aby zacząć używać nawilżającego kremu pod oczy – pamiętajmy tylko, aby dobierać kosmetyki dopasowane do wieku, zbyt odżywcze nie przysłużą się skórze, a mogą wręcz jej zaszkodzić).

Obrazek

1. Strzałka pokazuje (choć trochę niedokładnie ;)), jak nakładać krem pod oczy na górną powiekę (mimo że w nazwie jest „pod”, stosujemy go na nieruchomą górną powiekę oraz obszar pod okiem). Najlepiej nadaje się do tego palec serdeczny, ponieważ ma najmniejszą siłę nacisku ze wszystkich palców. Delikatnie przesuwamy palcem po obrysie oczodołu, wykonując ruch od nasady nosa ku skroni. Uważajmy, aby nie nanosić kremu na ruchomą część powieki, bo można w ten sposób podrażnić spojówkę!

2. Teraz obszar pod okiem – nadal używamy serdecznego palca, jednak nie przesuwamy nim po skórze,  a delikatnie wklepujemy krem. Nadal pamiętamy o tym, by trzymać się linii, którą wyznacza nam zarys oczodołu.

3. Na czoło oraz kości policzkowe nakładamy krem wykonując ruchy okrężne – od nasady nosa, poprzez skronie i kości policzkowe.

4. Na nos nakładamy krem prostymi ruchami, przesuwając się od jego czubka w kierunku czoła. Przy nakładaniu kremu nie zapominajmy spodzie nosa – on też potrzebuje nawilżenia.

5. W okolicy ust nakładanie kremu zaczynamy od punktu pod samym ich środkiem i ruchem okrężnym zmierzamy trochę ponad kąciki ust, jakbyśmy chcieli je podnieść.

6. Teraz przesuwamy się od kącików ust w kierunku skrzydełek nosa, pół-okrężnym ruchem.

7. Przesuwamy opuszkami palców od czubka brody w kierunku skroni, lekko zwracając się do środka twarzy (żeby przesunąć palcami po skroniach, nie po nasadzie uszu).

8. Na szyję oraz podbródek nakładamy krem od dołu, ku górze – tj. unosimy lekko głowę i zaczynamy ruch od środka szyi i przesuwamy się wyżej, zjeżdżając – poprzez podbródek – na brodę.

Jak już pewnie zwróciliście uwagę, są to ruchy, które w większości przypadków – może nie tyle, co przeciwdziałają – ale nie ułatwiają grawitacji zniekształcania owalu twarzy; właściwe nakładanie kremu pod oczy może pomóc w walce z opuchlizną i cieniami. Cały ten zabieg nie ma na celu przyniesienia jakiś rewelacyjnych efektów, ma raczej „nie pomagać” w starzeniu się skóry – naciągając ją zbyt mocno i w niewłaściwych kierunkach możemy przyspieszyć powstawanie zmarszczek oraz wiotczenie skóry, natomiast obchodząc się  z nią właściwie możemy nieco opóźnić ten proces.

P.S. – jakby ktoś z Was byłby zainteresowany, to czystego face charta, na którym namazałam te strzałki, znajdziecie tutaj.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 23, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , ,

Skóra

Dzisiaj zapraszam Was do wpisu na temat skóry, w którym opiszę Wam krótko jej rodzaje i właściwości. Ponieważ w najbliższym czasie będę publikować – między innymi – opisy i recenzje różnych specyfików, które będą oddziaływać przede wszystkim na cerę; pomyślałam, że dobrze byłoby – w ramach wstępu – powiedzieć kilka słów na jej temat. Zacznijmy zatem od typów:

Skóra normalna – wyróżnia ją jednolity koloryt. Jest dość gruba, gładka i sprężysta; nie tłuszczy się i nie świeci, a pory nie są na niej dobrze widoczne. Skóra normalna dobrze sobie radzi z warunkami atmosferycznymi, zazwyczaj też nie potrzebuje podkładu ani pudru. Normalna cera u dorosłej osoby jest rzadkim darem natury – mimo że mają ją wszystkie małe dzieci, to zazwyczaj z biegiem czasu zmienia swoje właściwości. Właściwie pielęgnowana dobrze znosi upływ czasu.

Skóra mieszana – również jest dość gruba, cechuje się lekko pootwieranymi porami. Tłuszczy się przeważnie w „strefie T” (czoło, nos i broda), powodując świecenie. Zazwyczaj jest problematyczna – często występują na niej zmiany trądzikowe i miejscowe przesuszenia, przez co wymaga odpowiednio dopasowanej, troskliwej pielęgnacji.

Skóra tłusta – jest gruba, mięsista, ma bardzo duże i dobrze widoczne pory, które łatwo się zanieczyszczają; często tworzą się na niej cysty. Ma skłonność do błyszczenia się na całej powierzchni. Jest odporna na trudne warunki atmosferyczne, wolniej pojawiają się na niej oznaki starzenia.

Skóra sucha – jest przeważnie cienka i delikatna, jak pergamin. Lekko szorstka w dotyku, często łuszczy się na czole, nosie i policzkach; nie błyszczy się, nie widać na niej porów. Najszybciej widać na niej oznaki starzenia – łatwo traci napięcie, zniekształcając owal twarzy oraz ma skłonność do zmarszczek.

Właściwości skóry:

Skóra naczynkowa – często widać na niej czerwone „pajączki”, ma skłonność do rumienia, który powstaje pod wpływem ciepła (opalanie, przebywanie w saunie, spożywanie alkoholu, wysiłek fizyczny) oraz emocji. Wymaga troskliwej opieki, szczególnie zimą – należy zwrócić uwagę na to, by właściwie zabezpieczać ją przed mrozem i nie stosować kremów, które są na bazie wody (zamarzając na skórze powodują pękanie naczyń krwionośnych).

Skóra przesuszona – jest chropowata, „ciągnie się”, a przy naciśnięciu jej palcem tworzą się wokół niego linie. Wymaga łagodnej pielęgnacji oraz systematycznego, dogłębnego nawilżenia – najlepiej za pomocą maseczek lub zabiegów kosmetycznych.

Skóra trądzikowa – krostki mogą powstawać w wyniku złej pielęgnacji, objawy nasilają również stres i zła dieta – czyli spożywanie za dużej ilości cukrów i tłuszczów, a za małej owoców i warzyw. Najważniejszym elementem właściwej pielęgnacji cery trądzikowej jest łagodne oczyszczanie oraz – przed wszystkim – nawilżanie! Przesuszona zbyt intensywnymi środkami myjącymi skóra tłuszczy się w reakcji obronnej. Aby temu zapobiec należy ją odpowiednio nawilżać lekkimi kremami.

Skóra wrażliwa – często jest uczuleniowa, szybko się czerwieni. Do jej pielęgnacji powinno się używać specyfików o najkrótszych i najprostszych składach, najlepiej nieperfumowanych, a przed użyciem każdego nowego kosmetyku powinno się wykonać próbę uczuleniową (nałożyć odrobinę kosmetyku np. w zgięciu łokcia i odczekać pół godziny, czy wystąpi reakcja alergiczna). Mając skórę wrażliwą warto jest pamiętać, że najczęściej uczulają toniki, mleczka i płyny do demakijażu oraz tusze do rzęs.

To tyle, jeśli chodzi o podstawowe informacje na temat skóry. W przyszłym tygodniu zapraszam Was na wpis odnośnie automasażu twarzy i szyi – dowiecie się z niego, jakie korzyści może taki masaż przynieść, jak go poprawnie wykonać oraz jakich kosmetyków można przy nim użyć.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 9, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , ,

Właściwy demakijaż

Demakijaż – to czynność dobrze nam znana, ponieważ wiele z nas musi wykonywać ją na co dzień. Wszystkie wiemy, że właściwie usunięcie makijażu pod koniec dnia jest jedną z podstaw prawidłowej pielęgnacji cery, jednak – jak wskazują na to liczne ankiety – dość często zaniedbujemy tę czynność.

Prawdopodobnie każdej z nas przytrafiło się to co najmniej kilka razy, odkąd zaczęłyśmy się malować – wracamy do domu późnym wieczorem, zbyt zmęczone, by zrobić cokolwiek i jedyne o czym marzymy, to jak najszybsze znalezienie się w łóżku. Zatem pomijamy demakijaż całkowicie, lub robimy go tylko częściowo, nie upewniając się, że skóra została właściwie oczyszczona. Potem szybko kładziemy się spać, nie myśląc już o tym. Zastanawiałyście się kiedyś, co dzieje się ze skórą niewłaściwie przygotowaną (lub nieprzygotowaną w ogóle!) do odpoczynku?

Zapchane pory uniemożliwiają skórze swobodne oddychanie oraz powodują powstawanie wyprysków. Niedotleniona, obciążona zanieczyszczeniami skóra ma znacznie ograniczone zdolności regeneracji, która najszybciej przebiega właśnie nocą. Brak odpowiedniego nawilżenia prowadzi do powstania przesuszonych obszarów cery, które później – pokryte podkładem lub pudrem – uwydatniają się w postaci malutkich, widocznych „skórek”.

Jeśli chcesz uniknąć wyżej wymienionych następstw oraz móc pochwalić się piękną, gładką i jędrną skórą, a do tego cieszyć się nią jak najdłużej – nigdy nie pomijaj w pielęgnacji cery właściwego demakijażu. A jak go wykonać? O tym przeczytacie już za chwilę, najpierw skupmy się jednak na podstawowych produktach, których możemy w tym celu używać i omówmy pokrótce każdy z nich.

Mleczko do demakijażu: to doskonały preparat do rozpoczęcia całego procesu. Dobrze rozpuszcza i ułatwia usuwanie podkładu oraz pudru, nie podrażniając przy tym skóry, a często nawet ją nawilżając. Niektóre mleczka można stosować nawet do demakijażu oczu.

Jak poprawnie używać tego produktu: niewielką ilość mleczka rozetrzyj w dłoniach, później masuj twarz kolistymi ruchami przez około minutę – to czas potrzebny specyfikowi na rozpuszczenie znajdujących się na twarzy kosmetyków. Później spłucz mleczko letnią wodą, lub zetrzyj zwilżonymi płatkami kosmetycznymi.

Płyn dwufazowy: płyn zazwyczaj przeznaczony do usuwania wodoodpornych kosmetyków, jest łagodny w działaniu, często nadaje się dla osób o wrażliwych oczach lub noszących soczewki kontaktowe. Zazwyczaj nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Jak poprawnie używać tego produktu: specyfik należy nanieść na wacik kosmetyczny, później delikatnie przecierać nim skórę.

Płyn micelarny: jego nazwa pochodzi od miceli – malutkich cząsteczek w postaci kuleczek, które przyciągają do siebie resztki kosmetyków oraz inne zanieczyszczenia, dzięki czemu nie ma konieczności nadmiernego pocierania skóry podczas wykonywania demakijażu. Łagodnie usuwa nawet wodoodporny makijaż.

Jak poprawnie używać tego produktu: podobnie jak w przypadku płynu dwufazowego – należy kosmetyk nanieść na wacik, a następnie delikatnie przetrzeć nim skórę.

Tonik: jego głównym zadaniem jest usunięcie pozostałości zanieczyszczeń oraz poprzednich preparatów do oczyszczania twarzy. Przywraca skórze jej naturalne pH (około 5), które zostaje zaburzone przez preparaty do mycia oraz demakijażu (posiadają zasadowe pH).

Jak poprawnie używać tego produktu: twarz należy przecierać tonikiem po wcześniejszym usunięciu makijażu oraz umyciu skóry. Trzeba robić to delikatnie, nie dociskając wacika zbyt mocno; tak długo, aż aktualnie używany płatek kosmetyczny będzie czysty.

Żel do mycia twarzy: doskonały produkt do usuwania ze skóry zanieczyszczeń. Można stosować go do zmycia podkładu, albo użyć po zastosowaniu innego produktu do demakijażu – w celu dokładniejszego oczyszczenia cery z resztek makijażu.

Jak poprawnie używać tego produktu: żel należy rozetrzeć w dłoniach, a następnie nanieść na uprzednio zwilżoną twarz i masować ją przez chwilę kolistymi ruchami. Koniecznie trzeba obficie spłukać go wodą, upewniając się, że nie pozostał na skórze.

W demakijażu ważna jest przede wszystkim właściwa kolejność stosowania produktów. W dużej części czytaliście o niej już powyżej, ale uzupełnijmy i uporządkujmy tę wiedzę:

  1. Demakijaż oczu (w dalszej części posta opiszę dokładniej, jak to zrobić poprawnie), całkowicie usunąć cienie, maskarę oraz kosmetyki którymi stylizowałyśmy brwi.

  2. Oczyszczenie twarzy z podkładu i pudru – np. za pomocą mleczka.

  3. Następnym, choć nieobowiązkowym krokiem, jest dokładne umycie twarzy żelem. Jeśli czujecie, że mleczko/płyn dobrze oczyścił Waszą twarz z podkładu – możecie pominąć ten krok, mi jednak zapewnia on zupełną czystość, dzięki czemu nie muszę później przecierać twarzy tonikiem więcej niż jeden raz.

  4. Tonizowanie – aby przywrócić skórze właściwe pH oraz ją złagodzić. Po przetarciu cery tonikiem wacik powinien być czysty.

  5. Nawilżanie – stosujemy odpowiednio dobrany do potrzeb cery krem, najlepiej przeznaczony na noc oraz osobny krem pod oczy (na temat kremów oraz automasażu twarzy będziecie mogli poczytać już niedługo).

Ostatnim tematem, jaki poruszę w tym poście, będzie właściwy demakijaż oczu. Przede wszystkim zapamiętajcie, że skóra wokół oczu jest wyjątkowo cienka, wrażliwa i podatna na uszkodzenia. Naciągając ją i zbyt mocno pocierając nie tylko możecie spowodować uczucie dyskomfortu, ale także przyspieszyć powstawanie zmarszczek. Jak zatem prawidłowo usunąć makijaż w tej strefie twarzy?

  1. Pamiętajmy o tym, że wszelkie zanieczyszczenia, które dostają się do naszych oczu, przesuwają się do środka (czyli w kierunku nosa). Aby usunąć z powieki cień lub eyeliner, przyłóżmy do niej nasączony środkiem do demakijażu wacik, dociśnijmy lekko i odczekajmy chwilę. Później przesuńmy płatek w kierunku nosa, aby „zetrzeć” zabrudzenie. Czynność należy powtarzać, aż wacik będzie czysty.

  2. Aby usunąć maskarę, nasączamy specjalnym płynem dwa waciki. Jeden z nich składamy na pół i przy otwartym oku podkładamy go jak najbliżej dolnej linii rzęs. Zamykamy powiekę (wtedy rzęsy powinny opaść na wcześniej podłożony wacik) i drugim wacikiem, także złożonym na pół, przykrywamy rzęsy od góry (tak, żeby „zamknąć” je pomiędzy dwoma płatkami kosmetycznymi). Przytrzymujemy tak je chwilę, lekko dociskając, po czym delikatnie zsuwamy ten wacik, który znajdował się na górze. Obracamy go na drugą, czystą stronę i kilkakrotnie, ruchem sczesującym, przesuwamy nim po rzęsach. Wacikiem, który trzymałyśmy pod dolną linią rzęs, możemy zetrzeć z dolnej powieki tusz, który ewentualnie mógł się rozmazać podczas zmywania maskary.

  3. Trzecią, wartą zapamiętania rzeczą jest ogólna zasada, by wszelkie ruchy przy oczach robić od zewnątrz – do środka. Należy też zwrócić uwagę na to, jak używamy kremu pod oczy – powinnyśmy go nie wcierać, a wklepywać serdecznym palcem (tym konkretnie, ze względu na to, że ze wszystkich palców dłoni ma on najmniejszą siłę nacisku) oraz że krem ten stosujemy także na górną, ale tylko nieruchomą(!) część powieki.

Na dzisiaj to tyle, być może w przyszłym tygodniu uda mi się wreszcie zmobilizować na tyle, żeby skończyć pisać dla Was recenzję maseczek, o których wspominałam już wcześniej. W nadchodzących tygodniach możecie spodziewać się także postów o pielęgnacji, typach cery oraz kremach – czym się różnią, jakie powinny dawać efekty oraz czym się kierować przy ich wyborze.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 2, 2014 w Pielęgnacja