RSS
Obrazek

Wilczoruda – efekty sesji

Wilczoruda - efekty sesji

Wszystkich zainteresowanych efektami sesji w Wilczorudej zapraszam do odwiedzenia mnie na facebooku i obejrzenia albumu ze zdjęciami.

Miejsce stwarza tyle różnych możliwości, że nie sposób wykorzystać je wszystkie za jednym podejściem, dlatego planujemy wpaść tam ponownie w czerwcu. Może tym razem, jeśli pogoda dopisze, uda się lepiej wykorzystać otoczenie parceli? Jeziorko, las, łąki – na pewno będzie w czym wybierać ;).

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Kwiecień 21, 2014 w Sesje

 

Tagi: , , , , , ,

Sztuka kamuflażu – teoria koloru w praktyce

Idealna cera – gładka, promienna, o równym i jednolitym kolorze… Która z nas o niej nie marzy? Jak często stajemy rano przed lustrem i zmagamy się z naszymi małymi, codziennymi koszmarkami – czasem pojawiają się jakieś niedoskonałości, nagle bardziej rzuca nam się w oczy jakieś przebarwienie, a cienie pod oczami są wyjątkowo intensywne. Co zrobić, jeśli sam podkład nie jest w stanie poradzić sobie z tymi problemami?

Sztuka kamuflażu

Jeśli – po moim pytaniu – pierwsze, co Wam przyszło do głowy, to zastosowanie korektorów, to jesteście na dobrym tropie. Jak to jednak zrobić, żeby uzyskać pożądany efekt? Na początek dobrze by było zapoznać się z teorią koloru. Aby ją zrozumieć, musimy poznać kilka pojęć:

Kolory I stopnia – są to kolory podstawowe, czyli czerwony, żółty oraz niebieski.

Kolory II stopnia – kolory pochodne, powstają z wymieszania barw podstawowych; zaliczają się do nich pomarańczowy, zielony i fioletowy.

Kolory III stopnia – powstają z połączenia barwy podstawowej (I stopnia) z barwą pochodną (II stopnia).

Teoria koloru opiera się na tzw. kole barw. Gdybyśmy spojrzeli na nie okiem wizażysty, w centrum koła znalazłaby się szarość. Później, nadal w środku koła – naturalne brązy i beże. Na obrzeżach okręgu znajdują się barwy I i II stopnia, natomiast poza nim, po przeciwnych stronach – biel oraz czerń. Gdy przesuwamy się w kierunku bieli, otrzymujemy barwy pastelowe; natomiast skierowanie się ku czerni pozwoli uzyskać nam odcienie „przybrudzone”. To tyle, jeśli chodzi o podstawy.

Jednak to, co najbardziej interesuje nas w tym kole, to pary kolorów komplementarnych. Inaczej mówiąc, są to pary kolorów przeciwstawnych, czyli:

czerwony – zielony

żółty – fioletowy

niebieski – pomarańczowy.

Obrazek

Dlaczego właśnie to nas najbardziej interesuje? Ponieważ te kolory znoszą się wzajemnie, tj. połączenie w równej proporcji barw z jednej pary daje naturalny odcień szarości. Kierując się tą teorią, jesteśmy w stanie zneutralizować wiele niedoskonałości naszej cery.

Kamuflaże zielone – raczej nie nadają się do makijażu dziennego, lepiej sprawdzą się przy wieczorowym lub fotograficznym. Pozwolą zamaskować wszelkie zaczerwienienia – czyli plamy, krostki czy popękane naczynka. Na co dzień można użyć zielonego tonera lub korektora, które mają lżejszą konsystencję i nie będą prześwitywać przez podkład.

Korektor żółty – sprawdzi się przy brązowych/brunatnych przebarwieniach, także jeśli nasze cienie pod oczami mają odcień bardziej brązowy niż siny, należy zastosować korektor żółty, nie beżowy.

Korektor beżowy (w kolorze skóry) – ukryje cienie w kolorze fioletowym lub różowawym.

Korektor różowy – sprawdzi się przy sino-szarych odcieniach skóry.

Korektor fioletowy – najczęściej jest używany w formie fioletowego tonera, gdy skóra ma szarawy lub ziemisty, niezdrowy odcień. Przywróci zdrowy wygląd także cerze pożółkłej.

Toner biały – sprawdzi się tylko wtedy, jeśli chcemy użyć bardzo jasnego podkładu, zdecydowanie różniącego się od odcienia naszej skóry. W ten sposób unikniemy prześwitów naturalnego koloru cery spod porcelanowo białego podkładu.

Jak widzicie, działania niektórych korektorów nieco pokrywają się z sobą (jak np. działanie korektora różowego i fioletowego). Jest to naturalna kolej rzeczy, ponieważ każdy z tych kolorów zawiera w sobie jakąś część czerwieni. Dlatego musimy uważnie przyjrzeć się odcieniom naszych „koszmarków” i zdecydować, który wariant będzie lepszy. Korektor różowy lepiej poradzi sobie z sino-szarym cieniem, ponieważ zawiera w sobie domieszkę rozświetlającej bieli. Natomiast fioletowy toner ładniej wyrówna szaro-ziemisty kolor skóry, ponieważ zawiera w sobie domieszkę barwy niebieskiej, która przygasi pomarańczowe pigmenty ziemistej mieszanki. Na początku może to być trochę trudne, ale jestem pewna, że z biegiem czasu dojdziecie do takiej wprawy, że nie będziecie musiały się w ogóle nad tym zastanawiać. Powodzenia!

 

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu Kwiecień 13, 2014 w Akademia makijażu, Makijaż

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Recenzja 01

Witajcie ponownie. Dzisiaj zapraszam Was – wreszcie! – na obiecaną recenzję maseczki. Dodatkowo powiem Wam parę słów na temat testowanych przeze mnie babeczek kąpielowych.

A już niebawem będę mogła podzielić się z Wami efektami dwóch sesji – z Wilczorudej, która odbyła się tydzień temu oraz z drugiej, która miała miejsce wczoraj. Jestem bardzo ciekawa efektów, szczególnie dlatego, że Przemek wykorzystywał w ramach scenerii różne części Warszawy, co może dać naprawdę fajny efekt. 

Teraz, wracając do tematu recenzji – niestety, nie pomyślałam o tym, żeby zrobić wszystkim maseczkom zdjęcie wcześniej, dlatego na fotce poniżej widzicie tylko jedną z nich w towarzystwie babeczki kąpielowej i dzisiaj opowiem Wam właśnie o tych dwóch produktach.

Obrazek

1. Malinowa maska kolagenowa marki Purederm, która należy do Adwin Korea Corp. Produkt dostępny jest w internecie oraz w sieci drogerii Hebe, jego koszt waha się od 2,99 zł. (jeśli trafimy na promocję) nawet do 10 zł. W opakowaniu znajduje się nasączony płat, oczywiście z wycięciami na wysokości oczu i ust. Jest lekko ponacinany w kilku miejscach, żeby łatwiej było dopasować go do kształtu twarzy.

Producent zapewnia nas, że po zastosowaniu produktu nasza cera powinna być efektywnie zregenerowana, wysoce odżywiona i intensywnie nawilżona. Do tego zawarty w niej kolagen, wspomagany przez witaminę E, powinien zapobiegać procesom starzenia się skóry oraz dodatkowo rozświetlić ją. Producent zapewnia nas także, że opakowanie maseczki zostało wykonane ze składników w 100% naturalnych.

Jakie są moje wrażenia po zastosowaniu tego produktu?

Po otworzeniu opakowania uderzył mnie dość słodki, bardziej poziomkowy niż malinowy, zapach maseczki. Mimo że nie przepadam za zbyt intensywnymi aromatami i obawiałam się, że ten może być dla mnie nieco drażniący, to muszę przyznać, że miło się zaskoczyłam.

Przede wszystkim doceniam też wygodną formę produktu. Maseczki tego typu najczęściej stosuję przed wyjściami/imprezami i bardzo przemawia do mnie fakt, że nie muszę później nic zmywać z twarzy. Maseczka dobrze się dopasowała i tak ściśle przylegała do skóry, że mogłam w niej swobodnie usiąść.

Producent zaleca trzymanie jej na skórze przez 15-20 minut, tymczasem ja trochę się zagapiłam i siedziałam w niej przez bite pół godziny. Pomimo przekroczenia zalecanego czasu stosowania maseczka nie podrażniła mojej cery, nie wywołała też żadnych zmian alergicznych.

Po zdjęciu płata z twarzy skóra była przyjemnie nawilżona i odświeżona, zauważyłam także rozświetlenie oraz lekką poprawę koloru* cery; nadal także utrzymywał się na niej przyjemny zapach poziomek. Twarz była w na tyle dobrej kondycji, że nie musiałam nakładać pod makijaż kremu nawilżającego, a podkład mimo wszystko się dobrze rozprowadzał. Maska również w żaden negatywny sposób nie wpłynęła na czas utrzymywania się makijażu, tj. kosmetyki nie spływały ze skóry, wszystko było w porządku. Jeśli chodzi o efekty, to wyraźne nawilżenie i rozświetlenie utrzymało się przez ok. dobę, później – przez kolejne dwa dni – skóra była jeszcze miękka i gładka, później wróciła do poprzedniego stanu, nim użyłam maseczki. Podsumowując – jest to produkt, który nie zdziała cudów, ale jak na tę cenę to może przynieść naprawdę pozytywne efekty. Ja oceniłam, że warto w niego zainwestować i kupiłam kilka maseczek na zapas, żeby móc ich sporadycznie użyć. Jeszcze w skrócie:

Plusy: działanie jest w miarę zgodne z zapewnieniami producenta; maska jest w wygodnej formie; produkt często jest w promocyjnej, bardzo przystępnej cenie; nie podrażnia i nie uczula.

Minusy: kiepska dostępność, jeśli ktoś w okolicy nie ma drogerii Hebe; natężenie zapachu – o ile mi on nie przeszkadzał, innym może, uważam że zapach produktów do twarzy powinien nie być tak intensywny; opakowanie – pomimo ciekawego kształtu i przyjemnego wyglądu – jest trochę za duże i nieporęczne.

*Wiem, że połączenie wyrazu „kolor” z rzeczownikiem „skóra/cera” może wydać Wam się dziwny, bo prawdopodobnie często spotykacie się z określeniem „koloryt skóry”. Kiedyś zwrócono mi uwagę, że jest to niepoprawne połączenie, ze względu na to, że „koloryt” występuje najczęściej w sztuce i określa po prostu zespół barw nadających określony ton obrazowi czy innemu dziełu sztuki. Może też użyć tego wyrazu w innym kontekście, może wtedy oznaczać zespół cech charakterystycznych dla danego miejsca/społeczności, etc.

2. Kremową babeczkę do kąpieli, firmy Bomb Cosmetics, dostaniecie w sklepie internetowym Kosmetykomania. Jak sprzedawca podaje na swojej stronie – produkt waży 30 gramów, jest naturalny, nie zawiera parabenów oraz nie był testowany na zwierzętach; zawiera olejki eteryczne rozmarynu i geranium. Za apetycznie wyglądającą babeczkę, którą zużyjemy podczas jednej kąpieli, przyjedzie nam zapłacić – przynajmniej w tym sklepie – 12 zł. Producent, na swojej stronie, o maślanych babeczkach pisze, że zawierają naturalne olejki oraz że aż 20% ich składu stanowią naturalne masła: kakaowe oraz shea. 

Jakie są moje odczucia po zastosowaniu tego produktu?

Maślaną babeczkę testowałam w wannie o pojemności 300 litrów. Babeczka dość długo rozpuszczała się w ciepłej wodzie, stopniowo uwalniając bardzo przyjemne aromaty. Po kilku minutach rozpuściła się całkowicie, pozostawiając w wannie jedynie pestki(?) truskawek. Zapach babeczki zdecydowanie uprzyjemnił mi relaks w wannie, ułatwiając odprężenie. Po wyjściu z wody i delikatnym osuszeniu skóry ręcznikiem odniosłam wrażenie, że jest ona dość przyjemnie nawilżona; uczucie to – łącznie z zapachem – utrzymywało się na skórze przez ok. 2-3 godziny po wyjściu z kąpieli. Później i tak musiałam zastosować balsam nawilżający, jednak muszę przyznać, że moja skóra ma tendencje do przesuszania się. Podsumowując – generalnie jestem fanką różnego rodzaju specyfików do kąpieli i mogę ten produkt Wam z czystym sumieniem polecić. Gdybym miała go porównać do innych, dostępnych na rynku – jak chociażby kul do kąpieli ze Stendersa… Tam, za kulę do kąpieli, ważącą 130 gramów zapłacimy 15 zł., co sprawia, że produkty ze Stendersa są bardziej atrakcyjne cenowo. Do tego pachną równie przyjemnie, ale dużo gorzej nawilżają skórę. Do tego na stronie producenta możemy znaleźć informację, że produkty posiadają naturalne składniki, ale nie wiemy, czy są zrobione z nich w pełni oraz czy nie były testowane na zwierzętach. Jeśli miałabym wybierać między tymi dwoma firmami, zdecydowałabym się jednak na Bomb Cosmetics.

Plusy: bardzo atrakcyjna forma, świetnie się nada np. na prezent; naturalne składniki; produkt nie testowany na zwierzętach; będzie wystarczającym nawilżeniem po kąpieli dla normalnej, nieprzesuszonej skóry; pięknie pachnie, ale aromat nie jest przesadnie intensywny; produkt wydajny – sprawdzi się nawet w dużych wannach, w mniejszych będzie można go użyć „na dwa razy”; dostępność – produkty tej firmy znajdziemy w wielu sklepach internetowych i stacjonarnych.

Minusy: dla wymagającej skóry nawilżenie z babeczki będzie niewystarczające; jeśli ktoś nie lubi pływających w wannie drobiazgów, to mogą go zirytować pestki, które zostają po rozpuszczeniu się babeczki.

Suma summarum – miałam szczęście, że oba testowane produkty trafiły w mój gust i całkiem nieźle się sprawdziły w moim przypadku. Mam tylko do Was techniczne pytanie, odnośnie formy recenzji – czy taka Wam odpowiada? Starałam się dość dokładnie opisać zarówno produkty same w sobie, jak i moje wrażenia; może jednak wolicie mniej treści, a np. więcej zdjęć – żeby zobaczyć, jak wyglądał konkretniej płat maseczki, jak wyglądała skóra „przed” i „po”? Czekam na Wasze opinie!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Kwiecień 6, 2014 w Recenzje i testy

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Obrazek

Wilczoruda

Wilczoruda

Na zdjęciu jest Monika Zięcina, focił Przemek Kędzierski.

 

Ten tydzień nie był dla mnie zbyt łaskawy, jeśli chodzi o czas, więc niestety nie udało mi się zrealizować połowy moich założeń, a w tym – krótkiego i sensownego opisu maseczek, które testowałam między innymi dla Was. Dobrą stroną tego wszystkiego jest fakt, że w minionym tygodniu najwięcej czasu i zaangażowania z mojej strony pochłonęły sprawy, które w najbliższym czasie mogą przynieść bardzo pozytywne i raczej długotrwałe rezultaty.
Za to weekend był pracowity już tylko pod względem wizażowania, więc w ramach zapowiedzi wrzucam Wam jedno zdjęcie, które fotograf zdążył dopracować.
Sobota upłynęła nam pod znakiem wiejskich klimatów – byliśmy w gospodarstwie agroturystycznym we wsi Wilczoruda. Pogoda dopisywała, więc mogłam złapać trochę słońca, podczas gdy biedne modelki marzły w jeszcze nienagrzanych wnętrzach. Nie mogę się już doczekać pełnych efektów sesji, bo zapowiadają się naprawdę ciekawie. Mam nadzieję, że będę mogła się nimi z Wami podzielić już wkrótce.

 

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Marzec 30, 2014 w Makijaż

 

Tagi: , , , , , ,

Nakładanie kremu

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj będziecie mogli trochę poczytać o tym, co popularnie zwykło się nazywać „automasażem twarzy”. Nazwa ta jest nie do końca trafna, ze względu na to że może wywoływać mylne skojarzenia z profesjonalnym masażem, jaki możemy sobie zafundować podczas wizyty w gabinecie kosmetycznym. Metoda, którą dziś Wam zaprezentuję, jest pewną sumą mojej wiedzy – zdobytej na kursach, lub podczas szperania w internecie, w poszukiwaniu ciekawych artykułów lub filmików instruktażowych. Są to zatem wiadomości, które swobodnie możecie traktować z przymrużeniem oka – mając je na uwadze nie osiągniecie żadnych spektakularnych efektów, możecie natomiast nabrać pewnych korzystnych nawyków, dzięki którym nie będziecie szkodzić swojej skórze podczas codziennej pielęgnacji.

Zanim zacznę omawiać obrazek, jeszcze tylko garstka informacji praktycznych – zaprezentowane na nim strzałki wskazują kierunek ruchów, które możemy wykonywać podczas nakładania kremu. Pamiętajmy, że musimy się starać nie uciskać skóry zbyt mocno i nie naciągać jej. Jednego kremu używamy do całej twarzy, pod oczy zaś stosujemy inny, specjalnie przeznaczony do tych okolic (wiek 19-20 lat to idealny moment, aby zacząć używać nawilżającego kremu pod oczy – pamiętajmy tylko, aby dobierać kosmetyki dopasowane do wieku, zbyt odżywcze nie przysłużą się skórze, a mogą wręcz jej zaszkodzić).

Obrazek

1. Strzałka pokazuje (choć trochę niedokładnie ;)), jak nakładać krem pod oczy na górną powiekę (mimo że w nazwie jest „pod”, stosujemy go na nieruchomą górną powiekę oraz obszar pod okiem). Najlepiej nadaje się do tego palec serdeczny, ponieważ ma najmniejszą siłę nacisku ze wszystkich palców. Delikatnie przesuwamy palcem po obrysie oczodołu, wykonując ruch od nasady nosa ku skroni. Uważajmy, aby nie nanosić kremu na ruchomą część powieki, bo można w ten sposób podrażnić spojówkę!

2. Teraz obszar pod okiem – nadal używamy serdecznego palca, jednak nie przesuwamy nim po skórze,  a delikatnie wklepujemy krem. Nadal pamiętamy o tym, by trzymać się linii, którą wyznacza nam zarys oczodołu.

3. Na czoło oraz kości policzkowe nakładamy krem wykonując ruchy okrężne – od nasady nosa, poprzez skronie i kości policzkowe.

4. Na nos nakładamy krem prostymi ruchami, przesuwając się od jego czubka w kierunku czoła. Przy nakładaniu kremu nie zapominajmy spodzie nosa – on też potrzebuje nawilżenia.

5. W okolicy ust nakładanie kremu zaczynamy od punktu pod samym ich środkiem i ruchem okrężnym zmierzamy trochę ponad kąciki ust, jakbyśmy chcieli je podnieść.

6. Teraz przesuwamy się od kącików ust w kierunku skrzydełek nosa, pół-okrężnym ruchem.

7. Przesuwamy opuszkami palców od czubka brody w kierunku skroni, lekko zwracając się do środka twarzy (żeby przesunąć palcami po skroniach, nie po nasadzie uszu).

8. Na szyję oraz podbródek nakładamy krem od dołu, ku górze – tj. unosimy lekko głowę i zaczynamy ruch od środka szyi i przesuwamy się wyżej, zjeżdżając – poprzez podbródek – na brodę.

Jak już pewnie zwróciliście uwagę, są to ruchy, które w większości przypadków – może nie tyle, co przeciwdziałają – ale nie ułatwiają grawitacji zniekształcania owalu twarzy; właściwe nakładanie kremu pod oczy może pomóc w walce z opuchlizną i cieniami. Cały ten zabieg nie ma na celu przyniesienia jakiś rewelacyjnych efektów, ma raczej „nie pomagać” w starzeniu się skóry – naciągając ją zbyt mocno i w niewłaściwych kierunkach możemy przyspieszyć powstawanie zmarszczek oraz wiotczenie skóry, natomiast obchodząc się  z nią właściwie możemy nieco opóźnić ten proces.

P.S. – jakby ktoś z Was byłby zainteresowany, to czystego face charta, na którym namazałam te strzałki, znajdziecie tutaj.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 23, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , ,

Obrazek

Karnawał

Karnawał

Jakoś na początku roku Ola rzuciła mi wyzwanie, w postaci zrobienia makijażu karnawałowego, który przypominałby maskę. Kilka tygodni temu miałam okazję wreszcie tę obietnicę zrealizować. Ponieważ zwyczajne, najskromniejsze i najprostsze maski wydały mi się nudne, sięgnęłam ku mojej ulubionej asymetrii i – inspirując się skrzydłami motyla – postanowiłam makijaż na jednej połowie twarzy trochę „rozbudować”. Jestem całkiem zadowolona z efektów i mam nadzieję, że Wam także się spodobają ;).

Wiem, że w tym tygodniu miałam dodać instrukcje, jak wykonać automasaż twarzy, niestety jednak skaner odmówił mi posłuszeństwa. Postaram się nadrobić to jak najszybciej. Prawdopodobnie wpis zostanie połączony z recenzją maseczek, którą obiecuję Wam już od X czasu ;). Natomiast w ciągu kolejnych dwóch tygodni planuję podzielić się z Wami poradami odnośnie konturowania twarzy oraz recenzją porównawczą podkładów nawilżających, więc – mam nadzieję – do zobaczenia!

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu Marzec 12, 2014 w Makijaż

 

Tagi: , , , , , , , ,

Skóra

Dzisiaj zapraszam Was do wpisu na temat skóry, w którym opiszę Wam krótko jej rodzaje i właściwości. Ponieważ w najbliższym czasie będę publikować – między innymi – opisy i recenzje różnych specyfików, które będą oddziaływać przede wszystkim na cerę; pomyślałam, że dobrze byłoby – w ramach wstępu – powiedzieć kilka słów na jej temat. Zacznijmy zatem od typów:

Skóra normalna – wyróżnia ją jednolity koloryt. Jest dość gruba, gładka i sprężysta; nie tłuszczy się i nie świeci, a pory nie są na niej dobrze widoczne. Skóra normalna dobrze sobie radzi z warunkami atmosferycznymi, zazwyczaj też nie potrzebuje podkładu ani pudru. Normalna cera u dorosłej osoby jest rzadkim darem natury – mimo że mają ją wszystkie małe dzieci, to zazwyczaj z biegiem czasu zmienia swoje właściwości. Właściwie pielęgnowana dobrze znosi upływ czasu.

Skóra mieszana – również jest dość gruba, cechuje się lekko pootwieranymi porami. Tłuszczy się przeważnie w „strefie T” (czoło, nos i broda), powodując świecenie. Zazwyczaj jest problematyczna – często występują na niej zmiany trądzikowe i miejscowe przesuszenia, przez co wymaga odpowiednio dopasowanej, troskliwej pielęgnacji.

Skóra tłusta – jest gruba, mięsista, ma bardzo duże i dobrze widoczne pory, które łatwo się zanieczyszczają; często tworzą się na niej cysty. Ma skłonność do błyszczenia się na całej powierzchni. Jest odporna na trudne warunki atmosferyczne, wolniej pojawiają się na niej oznaki starzenia.

Skóra sucha – jest przeważnie cienka i delikatna, jak pergamin. Lekko szorstka w dotyku, często łuszczy się na czole, nosie i policzkach; nie błyszczy się, nie widać na niej porów. Najszybciej widać na niej oznaki starzenia – łatwo traci napięcie, zniekształcając owal twarzy oraz ma skłonność do zmarszczek.

Właściwości skóry:

Skóra naczynkowa – często widać na niej czerwone „pajączki”, ma skłonność do rumienia, który powstaje pod wpływem ciepła (opalanie, przebywanie w saunie, spożywanie alkoholu, wysiłek fizyczny) oraz emocji. Wymaga troskliwej opieki, szczególnie zimą – należy zwrócić uwagę na to, by właściwie zabezpieczać ją przed mrozem i nie stosować kremów, które są na bazie wody (zamarzając na skórze powodują pękanie naczyń krwionośnych).

Skóra przesuszona – jest chropowata, „ciągnie się”, a przy naciśnięciu jej palcem tworzą się wokół niego linie. Wymaga łagodnej pielęgnacji oraz systematycznego, dogłębnego nawilżenia – najlepiej za pomocą maseczek lub zabiegów kosmetycznych.

Skóra trądzikowa – krostki mogą powstawać w wyniku złej pielęgnacji, objawy nasilają również stres i zła dieta – czyli spożywanie za dużej ilości cukrów i tłuszczów, a za małej owoców i warzyw. Najważniejszym elementem właściwej pielęgnacji cery trądzikowej jest łagodne oczyszczanie oraz – przed wszystkim – nawilżanie! Przesuszona zbyt intensywnymi środkami myjącymi skóra tłuszczy się w reakcji obronnej. Aby temu zapobiec należy ją odpowiednio nawilżać lekkimi kremami.

Skóra wrażliwa – często jest uczuleniowa, szybko się czerwieni. Do jej pielęgnacji powinno się używać specyfików o najkrótszych i najprostszych składach, najlepiej nieperfumowanych, a przed użyciem każdego nowego kosmetyku powinno się wykonać próbę uczuleniową (nałożyć odrobinę kosmetyku np. w zgięciu łokcia i odczekać pół godziny, czy wystąpi reakcja alergiczna). Mając skórę wrażliwą warto jest pamiętać, że najczęściej uczulają toniki, mleczka i płyny do demakijażu oraz tusze do rzęs.

To tyle, jeśli chodzi o podstawowe informacje na temat skóry. W przyszłym tygodniu zapraszam Was na wpis odnośnie automasażu twarzy i szyi – dowiecie się z niego, jakie korzyści może taki masaż przynieść, jak go poprawnie wykonać oraz jakich kosmetyków można przy nim użyć.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 9, 2014 w Pielęgnacja

 

Tagi: , ,